Ta strona używa plików cookies. Polityka Prywatności    OK

Znajomi i rodzina Cię nie zrozumieją. I to jest normalne.

Działalność gospodarczą prowadzę już niemal od 10 lat – zacząłem w lutym 2011 roku. Z początku była to dla mnie jedynie forma zatrudnienia, która pozwalała mi zarabiać więcej kasy „do ręki”, ale jednocześnie pozwoliła mi poznać meandry prowadzenia jednoosobowej działalności w Polsce, zrozumienia struktury podatków, kosztów i tego, jak funkcjonuje (mikro) biznes. Na początek to było w zupełności wystarczające.

Wprowadzenie

Z biegiem czasu naszła mnie ochota na coś więcej – na zbudowanie firmy, która realizuje usługi dla klientów, zatrudnia pracowników i ma przychody nieograniczone z góry określoną kwotą wynikającą z umowy o pracę lub umowy o współpracy w pełnym wymiarze godzin (tzw. samozatrudnienie, które jest u nas w kraju bardzo popularną formą zatrudnienia).

W tamtym okresie (2011-2013) bardzo mocno jarałem się fotografią i to w niej pokładałem spore nadzieje na zarobek i budowę firmy oferującej różnego rodzaju usługi. Miałem dogadaną koleżankę odpowiedzialną za makijaż, kolegę odpowiedzialnego za kwestie tworzenia i montowania wideo oraz audio (jingle itp.), koleżankę odpowiedzialną za grafikę. Myślałem, że budując taki zespół, jesteśmy w stanie stworzyć dobrze prosperującą firmę, ale zabrakło mi jednego kluczowego czynnika w całej tej układance – nikt nie znał się dobrze na sprzedaży. A nawet jeśli się znał, to ja wychodziłem z założenia, że jako founder biznesu muszę to robić osobiście i nie w myśl mi było oddelegowanie tego procesu do kogoś innego. W końcu próbowałem zbudować markę, a – według moich założeń – ta marka miała mocno oscylować dookoła mojej osoby. Aby ludzie, którzy będą chcieli zrobić zdjęcia, film, nagranie dźwiękowe, makijaż na sesję foto/wideo, dedykowaną grafikę, trafili na mnie i na moją firmę. Takie było wtedy moje postrzeganie biznesu i własne aspiracje do jego budowania.

Nie pykło.

Potem próbowałem zajmować się konsultingiem biznesowo-IT-prawnym (2012-2013). Takim poważnym, ale nie tak poważnym, jak robią to koledzy z Wielkiej Czwórki. W końcu nie posiadaliśmy ich kompetencji i nie mieliśmy tyle doświadczenia. Wiedzieliśmy co i jak chcemy oferować i realizować, ale nie mieliśmy pojęcia jak pozyskiwać klientów i domykać procesy sprzedażowe. Oferta była w miarę przejrzysta, ale również była – jak sobie ją dzisiaj przypomnę – totalnie do dupy, bo miała chyba z 10 stron A4.

Biznes nam nie wyszedł, sprzedaliśmy spółkę po roku jej istnienia.

Potem był przestój poświęcony na pracę w ramach „samozatrudnienia” (2013-2018), podczas którego cały czas myślałem o jakimś swoim biznesie. Próbowałem uruchomić sklep internetowy, studio tatuażu, ale zasadniczo nic z tego nie wyszło i padło szybciej niż zacząłem cokolwiek działać w danym temacie.

W 2019 otworzyłem sklep internetowy, pomagając mojej żonie rozwinąć skrzydła w dziedzinie, która ją interesuje – sprzedaż i doradztwo w zakresie doboru ubrań dla kobiet. Jednak mimo istotnego wkładu na początku tego biznesu, nie jest to dla mnie stała praca, która pozwala mi się realizować i odnosić sukcesy – jestem w tym przypadku tylko osobą wspierającą pomysł i rozwój biznesu, nie odpowiadam za jego sukces (to rola mojej żony).

Z początkiem 2020 rozpocząłem pracę nad stworzeniem usługi konsultacji psychologicznych online i budową firmy, która będzie się tym zajmowała. Ten proces nadal trwa i nie jest łatwo i przyjemnie. Nikt też nie powiedział, że tak będzie. Mam ponad 12 lat doświadczenia zawodowego w biznesie i wiem, że budowa firmy nie jest takim – hop-siup – przedsięwzięciem. Wymaga wielu nakładów czasu, pracy i poświęcenia rzeczy, które dotychczas wydawały nam się niemal pewne, obowiązkowe.

Konkluzja

Co łączy te wszystkie historie z poprzedniego rozdziału?

Nigdy, ale to nigdy nie otrzymałem wsparcia, słowa otuchy, wiary czy po prostu czegoś podtrzymującego na duchu od rodziny, przyjaciół i znajomych.

Ok, osoby, które początkowo wierzyły w pewne założenia i idee moich przedsięwzięć starały się pokazywać swoją wiarę, ale na dłuższą metę (mowa o tygodniach/miesiącach) ich zapał ostygał i nagle zaczynali patrzeć krytycznie na to, co robiłem. Wątpili w istotę przedsięwzięcia.

I nie zrozumcie mnie źle – ja nie mam im za złe, że patrzyli na moje pomysły spode łba, ale na to, że mimo potencjału niektórych z nich (było nieco więcej niż wymienione w pierwszym rozdziale) i tak powątpiewali w ich zasadność, moje umiejętności ich ogarnięcia czy – po prostu – błędne przeświadczenie, że biznes się robi tu i teraz, od zaraz, a nie czeka miesiącami, aż zacznie prosperować. Mieli do tego prawo. Z drugiej strony, miło jest usłyszeć od bliskich słowa w stylu: „o wow, kibicuję Ci w tym, co robisz, bo uważam, że to jest przydatne/wartościowe/ciekawe”. I nie w kontekście „poklepania po ramieniu” jak robi się coś bezsensownego, ale właśnie w sytuacji, gdy wierzysz głęboko w misję i wizję swojego biznesu, masz do tego solidne podstawy, ale i tak nie znajdujesz zrozumienia wśród najbliższych.

Niestety nigdy takich słów nie słyszałem od nikogo poza moją żoną, która – może ślepo, ale szczerze – wierzy w moje działania i w to, że wcześniej czy później wyjdzie z nich coś, o czym będziemy mogli opowiadać dzieciom czy wnukom.

Nie mam aspiracji, aby być drugim Fordem, Gatesem, Jobsem, Muskiem czy Bezosem (on jest akurat dość kontrowersyjnym przykładem). Mimo to jednocześnie mam aspirację, aby zrobić coś, co pozwoli naszej rodzinie żyć na odpowiednim poziomie, nie martwić się o życie doczesne i emeryturę, a także zapewnić byt naszym potomkom i rodzicom.

Czy to tak wiele?

Oceniaj swój sukces na podstawie tego, z czego musiałeś zrezygnować, by go osiągnąć.

Tenzin Gjaco, XIV Dalajlama

o autorze

Michał

Współzałożyciel i dyrektor operacyjny w HearMe sp. z o.o. oraz Emplomind Ltd.
Przedsiębiorca, kierownik projektów IT oraz innowacyjnych, kierownik ds. rozwoju produktu, drobny inwestor. Interesuje się głównie uruchamianiem, prowadzeniem, finansowaniem i skalowaniem startupów, zarządzaniem oraz technologiami IT. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec, pasjonat czytania książek, biohackingu, gry w golfa oraz podnoszenia ciężarów. ESTJ-A.

dodaj komentarz

przez Michał

Archiwum

Polecane wpisy